czwartek, 6 lutego 2014

Rozdział 24 – Atak Naomi



Rozwiązanie zagadki z rozdziału 23:
Sanki zostały zniszczone przez lawinę więc bohaterowie użyli ich jako materiału na ognisko. 
_______________________________________________________________________________
Od ostatniej przygody minęło już kilka miesięcy i tegoroczni Page skupieni byli na przygotowywaniu się do mających niedługo nadejść egzaminów - nie byłam pod tym względem wyjątkiem. Faktycznie, zaczynając szkołę nie byłam przekonana o tym czy naprawdę chcę zostać egzorcystką jednak po spędzeniu tak dużej ilości czasu na zajęciach musiałam przyznać, że to, co początkowo traktowałam głównie jako pretekst do poznania samej siebie i warunek przeżycia z upływem czasu ukształtowało się w mojej głowie w dość jasny obraz przyszłości. Przyszłości niepewnej, to fakt – w końcu wciąż byłam demonem otoczonym przez grono pragnących mojej śmierci egzorcystów czekających tylko na to aż podwinie mi się noga – jednak przyszłości, której chciałam dożyć.
Dokładny termin czekającego nas egzaminu uprawniającego do uzyskania rangi Exwire i brania udziału w prawdziwych misjach (nie żeby i bez tego moje życie było pozbawione zagrożeń) nie był znany, więc wszyscy czekaliśmy w napięciu. Wszyscy, za wyjątkiem Yumi...
- I w tym anime jest demonica, która zatrudniła się w sklepie, ale nie za bardzo sobie radzi, bo np. nie potrafi poprawnie nazwać kolorów tylko mówi, np, że coś różowego wygląda jak mózg. – paplała dziewczyna nie zwracając większej uwagi na otoczenie, zawzięcie przy tym gestykulując. Nic tylko anime jej w głowie...
Siedziałyśmy w parku znajdującym się na terenie szkoły. Był to jeden z pierwszych naprawdę ciepłych i słonecznych weekendów po zakończonej niedawno zimie. Postanowiłam wykorzystać ten czas na powtórzenie materiału, lecz najwyraźniej moja pożal się boże przyjaciółka miała inne plany.
- Yumi, jak cię proszę... Mogłabyś się uciszyć? Próbuję się skupić. - odparłam odrywając wzrok znad notatek.
- Daj spokój, przecież i tak już to wszystko umiesz! - zachichotała dziewczyna zerknęła na okładkę mojego zeszytu - Demonologia, hę? Szczerze. Kto może wiedzieć więcej o demonach niż ty?
- Nauczyciel. - odpowiedziałam sucho powracając do czytania.
- Przecież sama jesteś jedn... - próbowała skwitować koleźanka ale zatkałam jej usta dłonią i wyszeptałam ostrym tonem.
- Yumi! Ktoś może cię usłyszeć!
Mówiąc to rozejrzałam się nerwowo wokół. W oddali, przez prześwit między otaczającymi polankę drzewami widoczna była grupa spacerowiczów ale w pobliżu nie było nikogo. Ja jednak wyczuwałam czyjąś obecność. Mój wzrok zatrzymał się na kępie krzaków znajdującej się kilkanaście metrów od nas...
- Nikogo tu nie ma. – wtrąciła Yumi podążając za moim wzrokiem – Naprawdę... Gdybym JA była demonem powiedziałabym o tym każdemu, kto chciałby mnie słuchać!
Spojrzałam na dziewczynę i usiłowałam wyobrazić sobie ją w takiej sytuacji. Białowłosa, niziutka Yumi z elfimi uszami i wyraźnymi kłami... i z ogonem którego zapewne w przeciwieństwie do mnie nie zamierzałaby w żadnym wypadku chować? Hiperaktywna, impulsywna i lekkomyślna Yumi władająca mocą śmierci? ...
- I nie przeżyłabyś ani jednego dnia. – parsknęłam, zmiażdżona absurdem wyobrażenia a po chwili zastanowienia dodałam – Albo sprowadziłabyś na ten świat Armagedon. Tak… to bardziej prawdopodobne…
Koleżanka nabrała powietrza szykując zapewne jakąś trafną ripostę jednak zanim zdążyła się odezwać dotarł do nas inny, znajomy głos.
- A więc taki jest twój plan?
Obie spojrzałyśmy w stronę krzaków, które uprzednio przyciągnęły mój wzrok. Gramoliła się zza nich modnie ubrana, blondwłosa dziewczyna.
- Cześć Naomi! – zawołałam przyjaźnie, uśmiechając się do nowoprzybyłej. W wypowiedzianych przez nią słowach wyczułam wyraźną nutę kłamstwa toteż miałam zamiar zachowywać się tak, jakby nic się nie stało, przynajmniej dopóki nie odkryję, jaki tym razem dziewczyna znalazła powód by mnie śledzić.
Stojąca obok mnie Yumi rzuciła się naprzód najwidoczniej zamiar zacząć okładać blondynkę pięściami. Nie byłby to pierwszy taki przypadek. Od pewnego czasu każde pojawienie się Naomi powodowało w Yumi napływ agresji. Nie żeby dziewczyna nie miała ku temu powodów – prawdę mówiąc powodów było wiele.
Zgodnie ze swoim przyrzeczeniem wraz z dołączeniem do szkoły dla egzorcystów i postępami w nauce Naomi wymyślała coraz to nowe sposoby na zabicie mnie, które sukcesywnie wprowadzała w życie. Raz przykleiła mi na plecy symbol ochronny, który na moje szczęście nie wywarł na mnie żadnego wpływu. Innym razem usiłowała dźgnąć mnie srebrnym nożem, ale w porę odskoczyłam otrzymując jedynie lekkie draśnięcie w dłoń – nieróżniące od tego, które otrzymałby zwykły człowiek za wyjątkiem faktu, że po godzinie pozostała po nim zaledwie blizna w skutek mojej szybkiej regeneracji.
Najgroźniejszym do tej pory atakiem, jakim wykazała się w stosunku do mnie blondynka było dolanie do mojej butelki z mineralną odrobiny wody święconej. Przez kolejnych kilka godzin byłam osłabiona a źródło mojej mocy ukryte w naszyjniku nie było w stanie doprowadzić mnie do normy. Przy każdym uderzeniu „drugiego serca” napełniającym mnie energią czułam dyskomfort ogarniający całe ciało na który nie pomogło nawet tymczasowe zdjęcie naszyjnika i odrzucenie go w kąt pokoju.
Osobiście nie obawiałam się zbytnio wybryków mojego „wroga” (przynajmniej nie bardziej, niż niektórych pomysłów Yumi). Owszem, były niejednokrotnie bolesne i zmuszały mnie do zachowywania stałej czujności jednak dzięki atakom dziewczyny mogłam przekonać się, która stosowana przez egzorcystów broń stanowi dla mnie realne zagrożenie a na którą jestem - dzięki byciu w połowie człowiekiem - odporna. Wiedziałam, że dziewczyna postrzega owe ataki w podobny sposób – bardziej jako test, jakiej metody mogłaby użyć gdyby faktycznie zmuszona była mnie zabić niż rzeczywistą próbę zabójstwa.
Yumi jednak nie mieściło się to w głowie. Była wściekła na Naomi, że ta nie potrafi się pogodzić z faktem, że w jej otoczeniu żyje demon i w związku z tym wykorzystuje każda okazję by mnie – owego demona – zaatakować. Powinnam być wdzięczna przyjaciółce za okazywaną lojalność i poświęcenie, ale tak naprawdę jej agresywne zachowanie wywoływało we mnie tylko dodatkowy lęk. Nie żebym spodziewała się, że Naomi zrobi jej krzywdę - co jednak będzie, jeżeli pewnego dnia Yumi w mojej obronie rzuci się na przeciwnika o wiele groźniejszego?
W ostatniej chwili chwyciłam rękę koleżanki i zatrzymałam ją.
- Daj spokój Yumi, nie warto, nic mi nie będzie. – stwierdziłam uspokajająco po czym spojrzałam na Naomi i pod maską uśmiechu ukrywając narastający stres dodałam: – Co tym razem? Święte światło? Pentagram? Bo chyba nie dali ci jeszcze broni…
Naomi obrzuciła mnie pewnym siebie wzrokiem i wyjęła zza pleców jakiś zeszyt, mówiąc:
- Fatalny wers!
Spojrzałam na nią zaskoczona. Do tej pory jedyny groźny dla mnie wers pojawił się na lekcjach gdy jeszcze Naomi nie uczęszczała z nami na zajęcia a ja przecież, choć nie do końca celowo zadbałam o to, by notatki zawierające ów wers nie wpadły w jej ręce. W zeszycie który pożyczyłam jej po naszym feralnym spotkaniu brakowało fragmentu jednej z lekcji. Lekcji którą  musiałam opuścić przez efekt jaki wywołały we mnie słowa zawarte w Liście do Koryntian. Nie czułam się na siłach by to uzupełnić ani nie chciałam: oczywiste było, że nigdy nie będę w stanie użyć tych słow w walce więc jaki miałoby to sens?
- Zauważyłam, że notatki ze świętych pism jakie od ciebie dostałam różnią się od tych Katou. A przecież zawsze wszystko zapisujesz… - wyjaśniła dziewczyna, wymachując przed twarzą zeszytem. Zdołałam odczytać podpis na okładce. Shinse Katou, 1-D - Celowo to ominęłaś. To twój fatalny wers.
Skrzyżowałam ramiona na piersi i obrzuciłam ją pogardliwym spojrzeniem by ukryć niepokój który mnie w tym momencie ogarnął. Chłopak zapisał wszystko słowo w słowo, tego mogłam być pewna – nigdy nie pozwalał sobie na chwile nieuwagi podczas lekcji. A Naomi najwyraźniej miała zamiar skorzystać z jego zapisków – zaczynała właśnie kartować zeszyt wyszukując właściwą lekcję. Czy jednak faktycznie miałam się czego bać? Wiedziałam, że Naomi tak jak większość uczniów nie dysponuje zdolnościami Arii więc jej recytacja nie byłaby w stanie uczynić mi krzywdy. Prawdę powiedziawszy byłam nawet ciekawa co poczuję przy takiej próbie…
- Dobra. Miejmy to już za sobą. – mruknęłam. Moje mięśnie napięły się ze strachu ale nie pozwoliłam sobie na ucieczkę. Musiałam to przetrwać. Być może, jeżeli zachowam wystarczający spokój dziewczyna uzna, że wers nie wywołuje na mnie żadnego efektu i nigdy więcej nie wpadnie na pomysł by go użyć.
- Erika... co ty... - zawołała towarzysząca mi Yumi ale uciszyłam ją gestem. Koleżanka przygryzła wargę i ucichła. Znała mnie już wystarczająco dobrze by zrozumieć, że nie powinna drążyc tematu.
Naomi obrzuciła mnie zdziwionym spojrzeniem ale po chwili uśmiechnęła się krzywo i zaczęła czytać:
- Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. …
Czułam narastającą energię lecz nie była dość silna by mi zagrozić. Rozchodziła się po ciele jak mrowienie towarzyszące ścierpnięciu ręki a mój oddech lekko przyspieszył jednak poza tym nie zauważyłam szczególnie nieprzyjemnej reakcji. Do czasu.
- … Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć. - powiedziała blondynka, po to tylko by nagle podskoczyć i syknąc z bólu.
W tym samym momencie poczułam jakby silny impuls elektryczny przebiegł przez moje ciało, na moment skupił się w okolicy wisiorka a następnie zniknął, równie szybko jak się pojawił. Udało mi się przetrwać nieprzyjemną sytuację bez okazania bólu.
- Niech cię szlag. – mruknęła dziewczyna powracając do równowagi. Oddychała głęboko najwyraźniej próbując się uspokoić.
- To moja kwestia - odparłam a moja dłoń powędrowała do klatki piersiowej. Wisiorek pulsował jak zawsze po utracie dużej ilości energii naraz. Regenerowałam się. - Swoją drogą co to było? Wyglądałaś jakby ci ktoś przysolił. To ja powinnam syczeć z bólu, nie ty.
- Nie udawaj, że nie wiesz. Kopłaś mnie prądem bo chciałaś żebym przestała czytać!
- Kopnęłam cię… prądem…? – zapytałam zaskoczona. Z tego co dziewczyna właśnie powiedziała wynikało, że za reagowała na wers zupełnie jak ja! Była człowiekiem, fatalny wers nie powinien wpłynąć na nią w żaden sposób… Przyjrzałam się uważnie blondynce. Naomi wciąż oddychała głęboko a jej dłonie lekko drżały. Nie kłamała. Czyżby płomienie z którymi miała kontakt w październiku pozostawiły w niej swój ślad?
- Nie wiedziałam, że też jesteś demonem! - zawołała Yumi wyciągając mnie z rozmyśleń. Blondynka obrzuciła ją wściekłym spojrzeniem i syknęła:
- Chyba ty!
Nagle ziemia zadrżała.
_______________________________________________________________________________
Notka informacyjna:

Począwszy od rozdziału 25 w opowiadanie wplecione zostaną pewne zdarzenia z anime lub mangi. Nie jest to znak wypalania się mojej weny ani nic w tym stylu – taki rozwój wypadków planowałam od początku i jest to konieczne dla rozwoju historii.

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 23 - Zimowa przygoda. Część 2.




- Nie słyszałaś, co powiedziałem?! To nie jest coś, z czym możemy sobie sami poradzić! To nie zadanie dla uczniów! A już na pewno nie dla page.  – strofował mnie Yukio.
- Nie mogę pozwolić, żeby ten demon szalał nad moim miastem. A jak zabije kogoś z moich znajomych? Albo rodziców?– upierałam się. - Poza tym Rin ma zamiar na niego iść a sam powiedziałeś, że zawsze stawia na swoim.
Argumenty przedstawiane przez Yukio docierały do mnie. Zgadzałam się, że walka ze Śnieżnym Szamanem jest ryzykowna i z pewnością rozsądniej byłoby przekazać zadanie wyznaczonej grupie egzorcystów z prawdziwego zdarzenia. Jednak fakt, że demon obrał sobie za siedlisko moje miasto sprawiał, że czułam się odpowiedzialna. Chciałam osobiście się go pozbyć. A postawa Rina pomagała mi w utrzymywaniu tego postanowienia. Rezygnacja z walki oznaczałaby, że w kolejnej dziedzinie jestem od niego gorsza. Nie mogłam na to pozwolić.
- Chodź. Sami sobie poradzimy. Nie ma co liczyć na tego tchórza. – mruknął Rin wstając i ciągnąc mnie za rękę bym zrobiła to samo.
- To czyste samobójstwo! – odparł Yukio. – Nic nie wiecie o tym demonie!
Rozwiązanie, jakie zasugerował Rin z pewnością było wykonalne - Yukio nie byłby w stanie nas zatrzymać gdybyśmy postanowili iść na demona sami. Nauczyciel miał jednak rację. Nic nie wiedziałam o stworze, z którym przyszłoby nam samotnie walczyć - Yukishe nie był demonem zawartym w planie nauczania na pierwszym roku a nawet gdyby druga klasa uczyła się czegoś na ten temat wątpiłam by Rin był w stanie cokolwiek mi teraz powtórzyć. Potrzebowaliśmy Yukio.
- Damy sobie radę. Mam Kurikarę a jakby coś Erika wyskoczy z jakimś arialem. – rzucił Rin.
- Aria a nie żaden arial. – mruknęłam.
- Przede wszystkim, nie ma co liczyć na umiejętności Arii – nie odkryto dotąd fatalnego wersu Yukishów. – stwierdził Yukio, nareszcie mówiąc coś konkretnego – Rin mógłby faktycznie spróbować zaatakowania stwora mieczem jednak Szaman potrafi wytworzyć wyjątkowo skuteczną obronę z latającego w powietrzu lodu i śniegu. Nie dasz rady się przecisnąć. 
- Mów dalej – zachęciłam – Jest jakaś wypróbowana broń?
- Jego słabością jest woda święcona. – kontynuował chłopak, najwyraźniej mając zamiar wskazać nam jak najwięcej trudności - Ale nie ilość, jaką zabrałem ze sobą. Więc nic wam to nie da…
- Wystarczy staw? – zapytałam nagle wpadłszy na pewien pomysł. - Na lekcji mówiłeś nam, że Aria może zamienić jakąkolwiek wodę w wodę święconą przy użyciu modlitwy o poświęcenie. Ty niedaleko jest jeziorko.
- Nie spodziewałem się, że tyle pamiętasz. To było z miesiąc temu… - stwierdził Yukio lekko zbity z tropu - Masz rację. Przy czym do wody trzeba wrzucić krzyż. Krzyża nie macie a woda w jeziorze jest raczej zamarznięta.  
- Rin rozbije lód, jak będzie trzeba to nawet Kurikarą. A co do krzyża… - obrzuciłam wzrokiem płaszcz Yukio a konkretnie doczepiony tam emblemat oznaczający go jako egzorcystę – zdaje mi się, czy ta przypinka ma taki właśnie kształt?
- Hmm… - przez chwilę Yukio stał w milczeniu intensywnie się nad czymś zastanawiając, po czym niespodziewanie wykrztusił: – Wiesz, że to może się udać?
- No widzisz! – zawołał zadowolony z rozwoju wypadków Rin. 
Niedługo potem, mając już opracowany plan opuściliśmy bezpieczną kryjówkę pod półką skalną i ruszyliśmy w stronę znajdującego się u podstawy wzgórza niewielkiego stawu. Tak jak przewidział Yukio zbiornik pokryty był dość grubą warstwą lodu jednak nie traciłam nadzieji. Rin był silny.
Na środku jeziorka ulepiliśmy wspólnie bałwana a tuż obok ustawiliśmy stosik znalezionych w śniegu deseczek. Zdaniem Yukio zapalenie ogniska miało sprawić, że demon pojawi się myśląc, że niszczymy jedno ze stworzeń śniegu – śniegowego goluma.
Następnie Rin, wyciął przy brzegu niewielki przerębel, przez który Yukio wrzucił do wody emblemat. Moim zadaniem było wygłoszenie modlitwy.
- Dobra… - zawahałam się – Jak to szło?
Rin wybuchnął śmiechem.
- Cicho bądź. – syknęłam - Muszę sobie tylko przypomnieć…
- Mówiłaś, że znasz tą modlitwę. - mruknął Yukio - No dobrze. Ja spróbuję. Ale nie bez powodu nie wybrałem Arii jako specjalności. Wszechmogący, wieczny Boże…
Jego słowa rzecz jasna nie miały mocy (z czego chłopak najwyraźniej zdawał sobie sprawę), ale wystarczyły by pobudzić moją pamięć.
- Mam! Dzięki Yukio. – przerwałam mu – Wszechmogący wieczny Boże, Ty chcesz, aby przez wodę, która podtrzymuje życie i służy do oczyszczania, także nasze dusze zostały oczyszczone i otrzymały zadatek życia wiecznego. Prosimy cię, pobłogosław tę wodę, którą będziemy pokropieni w dniu Twoim, Panie. Odnów w nas źródło swojej łaski i broń od wszelkiego zła nasze dusze i ciała, abyśmy mogli zbliżyć się do Ciebie z czystym sercem i otrzymać Twoje zbawienie. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.
Gdy wypowiedziałam ostatnie słowo staw na kilka sekund rozjarzył się białym światłem, co stanowiło niepodważalny znak, że rytuał się powiódł. 
- Udało się! – zawołałam klaskając w dłonie – Wygląda na to, że mogę bez problemu stworzyć wodę święconą, ale kontakt z wodą święconą mnie osłabia. Trochę to dziwne, nie sądzicie? Taki paradoks.
- Para-co? – zapytał Rin.
- Paradoks. Coś co na logikę nie powinno się wydarzyć. – mruknął Yukio – Rin. Idź zapalić ognisko. Do zachodu słońca nie zostało dużo czasu.
- Hai! – rzucił chłopak i pobiegł na środek jeziora przy okazji głośno wołając tekst dziecięcej piosenki. – Do widzenia panie bałwanie! Coraz dłuższy dzień! Zamiast śniegu deszczyk pada! Pan bałwanek topi się!
- On jest naprawdę dziecinny... – mruknął Yukio, obserwując popisy brata.
- Ale skuteczny. – odparłam gdy w pobliżu rozległ się znajomy nam już ryk.
– Rin! Uważaj!
Chłopak odskoczył posłusznie a sekundę później w miejscu gdzie chwilę wcześniej stał pojawił się demon.
Myliłam się wcześniej myśląc, że stwór jest zwierzęciem podobnym do niedźwiedzia. Teraz, widząc istotę zaledwie kilkanaście metrów od siebie zdałam sobie sprawę, że to, co wcześniej uznałam za sierść było ubraniem – nieregularnie pozszywanymi skórami różnych futrzanych zwierząt. Posiadacz odzienia miał podobną do ludzkiej, lecz zupełnie białą twarz i był wysoki – o ponad półtora metra wyższy od przeciętnego człowieka.
Istota zaryczała ponownie, otaczająca ją tafla lodu zaczęła się rozpadać a część lodowych odłamków uniosła się w powietrze. Rin zdołał utrzymać się ponad powierzchnią skacząc po kawałkach kry. Demon z kolei – zbyt duży i ciężki na taką strategię – opadł na dno zanurzając się po pas. Nasza pułapka zadziałała doskonale. Unoszące się w powietrzu odłamki uderzyły o taflę wody.
- Mamy go! – zawołał Yukio celując gotowym do strzału pistoletem.
Stwór, obejrzał się w naszą stronę i dostrzegłszy broń szybko schylił się i cisnął w stronę egzorcysty kawałek podniesionej właśnie kry lodowej. Chłopak zdołał się uchylić jednak krawędź kryształu zahaczyła mu o okulary – strącając je z twarzy i wbijając głęboko w śnieg. Najwyraźniej potwór utracił swoje zdolności, ale kąpiel w lodowatej, święconej wodzie nie pozbawiła go siły fizycznej.
- Zmiana planu, hę?– zachichotał Rin wyciągając z pochwy Kurikarę. Okolicę rozświetliły błękitne płomienie. - Yukio bez okularów jest bezużyteczny.
Zerknęłam w bok. Egzorcysta klęczał na śniegu i odłożywszy pistolet na bok macał dookoła szukając utraconych binokli. Jego brat miał rację.
- Tsh – syknęłam przerzuciwszy wzrok z powrotem na toczącą się walkę. Potwór trzymał teraz w dłoniach kolejny kawał kry i wymachiwał nim jak maczugą. Rin skakał wokół balansując na innych, utrzymujących się wciąż na powierzchni kawałkach lodu. Zaskoczyło mnie jak dobrze chłopak radzi sobie z utrzymywaniem równowagi unikając jednocześnie zmiażdżenia przez prowizoryczną broń istoty.  Być może faktycznie będzie w stanie przedostać się przez obronę demona? I wygra z nim, sam, bez niczyjej pomocy. Podczas gdy ja będę tylko stać i patrzeć jak chłopak po raz kolejny okazuje się lepszy ode mnie…
- Nie myśl, że zrobisz wszystko sam! – zawołałam rozzłoszczona i moje ciało otoczyły czarne płomienie.
Chłopak spojrzał na mnie a moment jego nieuwagi został szybko wykorzystany przez śnieżnego demona. Uderzenie lodowym soplem sprawiło, że nastolatek przeleciał kilka metrów i z głośnym chlupnięciem wylądował w lodowatej wodzie.
- Rin! – zawołałam przerażona.
- Nic mi nie jest. – syknął chłopak podciągając się z powrotem na powierzchnię lodu. Płomienie otaczające jego ciało zniknęły pozostawiając jedynie drobne języczki ognia na szczycie głowy – imitujące rogi. Efekt działania wody święconej… Wyglądało na to, że chłopak został wyłączony z walki. A potwór już kierował się w jego stronę…
- Ja go załatwię! – krzyknęłam puszczając przed siebie ogromny płomień. To była moja szansa, udowodnię, że jestem lepsza od Rina!
Ku mojemu zaskoczeniu nastolatek wstał nagle, i nie zwróciwszy uwagi na pędzącą przez staw kulę czarnych płomieni rzucił się na stwora z wyciągniętym przed siebie mieczem. Sprytnie ominął wycelowaną w siebie lodową maczugę, jednym ruchem przeciął potwora na pół a następnie wylądował na krze lądowej tuż za nim. Stworzenie zniknęło. A czarne płomienie sięgły celu... otaczając chłopaka. Rin krzyknął z bólu.
Mogłabym przyrzec, że moje serce w tym momencie zgubiło kilka uderzeń. Znowu to zrobiłam! Znowu w zasięg wytworzonych przeze mnie śmiercionośnych płomieni dostała się niewinna osoba! „Skoncentruj się!” mówiłam do siebie próbując odzyskać kontrolę. Byłam jednak kompletnie roztrzęsiona. A gdzieś głęboko na dnie mojego umysłu kołatała się myśl: „Może lepiej gdyby zginął?”. Co było ze mną nie tak!?! … W tamtej chwili dotarło do mnie, że naprawdę zależy mi na nim. Rin musiał przeżyć! Nie wybaczyłabym sobie gdyby zginął przeze mnie!
Czarna poświata otaczająca chłopaka nagle pojaśniała i tu i ówdzie zaczęły przebijać przez nią niebieskie iskierki. Po chwili otoczenie na nowo przybrało intensywną, niebieską barwę a Rin – ledwo trzymający się na nogach, ale najwyraźniej wciąż żywy i zadowolony z siebie stał już samotnie na środku stawu.
- Ty idioto! Mogłam cię przecież zabić! - zawołałam gasząc otaczający mnie płomień.
Jednocześnie jednak odczuwałam niesamowitą ulgę. Wiedziałam, co prawda, co oznaczało pojawienie się wśród czerni błękitnych płomieni – Rin nie tylko pokonał słabość, w jaką wprawił go kontakt z wodą święconą, ale również zdusił moją moc. Był ode mnie lepszy, musiałam to przyznać. W tej chwili jednak ważniejszy był dla mnie fakt, że chłopak przeżył. Nie straciłam go!
- Moje płomienie są silniejsze od twoich. – odparł nastolatek rzucając mi rozbawiony uśmiech.
- Nie powinieneś narażać się dla głupich eksperymentów. – zbeształ go Yukio odnalazłszy wreszcie okulary. – A ty moja droga znalazłabyś się w dużych kłopotach gdyby trafiło na kogoś innego niż Rin.
- Zdaję sobie z tego sprawę. – mruknęłam zwieszając głowę jednak po chwili podniosłam ją i śmiałym tonem dodałam: - Ale warto było. Teraz już wiem, że moje płomienie nigdy nie zagrożą twojemu bratu. Nie masz pojęcia, jaka to ulga.
- Wydawało mi się, że cię wkurzam. – zachichotał Rin przeskakując do nas na brzeg i ochlapując mnie lodowatą, poświęconą wodą. Wywołała na mojej skórze nieprzyjemne mrowienie.
- Niech cię szlag! – fuknęłam po czym podniosłam z ziemi trochę śniegu i zaczęłam gonić chłopaka usiłując wysmarować mu białym puchem i tak już zmarzniętą twarz.
Yukio skwitował nasze zachowanie krótkim:
- Jak dzieci…
_______________________________________________________________________________
A teraz mała zagadka. Co się stało z sankami? 
Odpowiedź znajdziecie czytając uważnie powyższy rozdział.